OBÓZ W NYMBURKU – DZIEŃ 8

Ostatni dzień obozu zakończony. Dzisiaj miało być spokojnie, a wyszło jak zawsze z Janem.
Planowo – według rozpiski – rano miał być lekki basen, potem pakowanie i w drogę. W praktyce wyszło nieco inaczej – rano 30 minut rozruchu – jogging, następnie półtorej godziny ciężkiego basenu – w sumie 5k, potem śniadanie o 8:45 i od 9:45 niespodzianka – dodatkowy rower.
Chłopcy poszli na trening na rower, myślałem że ich nie będzie około 1,5 godziny – spakowałem się, zaniosłem rzeczy do samochodu i czekałem… Minęła 12:00… minęła 13:00… minęła 13:30, więc poszedłem na stołówkę na obiad. Wreszcie przyjechali o 13:55. Niespodzianką od Jana kończącą obóz okazały się 4 godziny mocnego roweru. Chłopcy weszli na stołówkę niemal zataczając się, Jacek musiał 5 minut odsiedzieć zanim był w stanie cokolwiek zrobić. Po kilku minutach przyszedł skocznym krokiem Jan – powiedział że “bike was easy, it was ok”.
W ciągu 4 godzin przejechali 125 km – był to najdłuższy i najcięższy trening rowerowy w życiu… Kacpra, Kamila i Jacka. Ale dali radę.
Także nie muszę dodawać, że podróż do Polski przebiegła niemal w ciszy – spali większość drogi, przebudzając się tylko na rondach czy światłach. Z Nymburka ruszyliśmy 15:45, po drodze zostawiliśmy Jacka we Wrocławiu i dalej do Warszawy – żeby na 22:22 zdążyć na pociąg z dworca zachodniego do Gdańska (Kacper).

Podróż Nymburk-Warszawa zajmuje poniżej 6 godzin jadąc bez przerw – korzystna odległość.
Jutro chłopcy mają zrobić sobie recovery day, jedynie godzinę lekkiego basenu w ciągu dnia, a od wtorku będą trenować zgodnie z planem treningowym rozpisywanym na cały tydzień przez Jana.

Poniej pożegnalne zdjęcie – jak widać, mimo morderczego roweru, sympatia do Jana pozostała.

ZBIGNIEW ŁASICA