OBÓZ W NYMBURKU – DZIEŃ 6

Dzisiaj piękny, ciepły, słoneczny dzień. W sam raz na dzień regeneracji. Rano każdy miał wstać o której godzinie chciał, tak żeby przed 9 zdążyć zjeść śniadanie, a z kolei przed śniadaniem wyjść samemu na 35-40 min joggingu.
Przed śniadaniem znowu analiza moczu – wyniki były koło południa, analiza odwodnienia. Kacper – ok. Kamil – 500 ml wody dodatkowo do wypicia w ciągu dnia. Jacek – 1250 ml dodatkowo do wypicia. Mam nadzieję, że wyniki się jutro poprawią.
O 11:00 spotykamy się w hotelowym lobby na 45 min rozciągania. Czesi poważnie, dokładnie w parach wykonują wszystkie ćwiczenia, pomagają sobie. U nas – zabawa i śmiech w najlepsze, skracanie powtórzeń, narzekanie. Cytując film Chłopaki nie płaczą, ćwiczenia są „Po to, żeby nie wyglądać jak żelbetonowy kloc! Polski gangster nie ma luzu. Rusza się jak wóz z węglem, a przydałoby się trochę polotu i finezji..”. Naprawdę, różnica w gibkości, zwinności, rozciągnięciu jest ogromna. Patrząc na naszych chłopaków w niektórych ćwiczeniach bardziej widziałem amatora, niż profesjonalnego sportowca. Wieczorem dostali reprymendę za podejście do tych kwestii – musimy nad tym popracować.

Po ćwiczeniach obiad i 1,5 godziny przerwy. O 14:00 basen – godzina, średnie tempo, bez dużych akcentów. Następnie pół godziny przerwy i półtorej godziny spokojnego roweru. Świetna pogoda pomagała złapać oddech po tych kilku ciężkich dniach.
Po rowerze chłopcy byli wyjątkowo głodni, więc zaciągnęli mnie na kolację o 17:40, a że drzwi otwierają o 18:00, to sobie posiedzieliśmy i trochę pogadaliśmy.
Po kolacji chłopaki zabrali się za wpisywanie i poprawianie wpisów na TrainingPeaks, trochę się pouczyli i pogadaliśmy 1,5 godziny o wrażeniach z treningów na obozie, o profesjonalnym podejściu do sportu, o tym że sami muszą cały czas myśleć o sobie i swojej przyszłości, o roli jaką chcą odegrać z sporcie.
Podsumowując – dzisiaj dzień spokojny, w porównaniu z innymi wręcz leniwy. Co ciekawe, Kamil zasnął dopiero po 23:00 – czyli faktycznie musieli dzisiaj nabrać świeżości. To dobrze – bo jutro podobno bardzo ciężki dzień, ostatni super mocny akcent.

ZBIGNIEW ŁASICA