OBÓZ W NYMBURKU – DZIEŃ 3

Dzień trzeci zaczęliśmy wyjątkowo o 6:30 – ćwiczenia core stability przez pół godziny na hotelowym korytarzu. Naszym jak zwykle idzie ciężko, cały czas po prostu realizują zadania od trenera – trochę kombinują – nie rozumieją, że odpuszczając oszukują tylko siebie.

Po ćwiczeniach 40 minut joggingu porannego, chwila przerwy i śniadanie.

Po śniadaniu zerwała się burza, więc Jan odwołał trening kolarski z zakładką biegową – póki tylko padało to trening miał się normalnie odbyć, ale jak zaczęło mocno wiać to zmieniły się plany i chłopcy dostali 1,5 godziny wolnego.

Długo się nie zastanawiając wszyscy poszli spać. Kamila obudził telefon od rodziców z pytaniem, czemu nie dzwoni. Wytłumaczył, że w zasadzie tylko trenuje, je i śpi. I po treningach nie ma ani czasu, ani sił, na telefon.

11:30 zjadamy lekki obiad i o 12:15 zaczynamy na hali trening zmian bieg-rower-bieg oraz ćwiczenia z techniki rowerowej – bardzo ciekawe, przydatne i nowe doświadczenie.

Po godzinnym treningu 20 min przerwy i spotykamy się w hali znanej z niedzieli na trening z zakładką – najpierw intensywna godzina z interwałami i sprintami na trenażerach, potem wypięcie rowerów, błyskawiczny przejazd na stadion lekkoatletyczny i bieg 2 km w tempie wyższym niż startowe. Wracają do hotelu padnięci i idą do pokoi na przerwę.

Komunikacja w języku angielskim wchodzi w krew. W czasie jazdy na trenażerze, Jacek zaczął do mnie mówić z rozpędu po angielsku. Zauważył dopiero w połowie zdania, że coś jest nie tak – to świetny dowód, że robimy dobrą pracę z oswajaniem ich ze światem, językiem, stresem.

30 minut przerwy i o 16:45 jedziemy na basen miejski do miejscowości Nymburk. Basen pamiętający chyba jeszcze czasy Austro-Węgier, ale co ciekawe – zdjęte są liny torowe – dzięki temu basen imituje ‘open water’ – proste i skuteczne.

Po godzinnym, intensywnym treningu, chłopcy wychodzą ledwo żywi – w szczególności Jacek. Jedziemy razem do supermarketu po ulubione, czekoladowe Tatranky, kolejne zgrzewki z wodą, parę dodatkowych rzeczy i wracamy do hotelu o 18:30.

Po powrocie od razu siadamy do kolacji, potem chwila przerwy, godzina sauny i spotkanie – oglądamy na projektorze filmy z kamery z treningu zmian rower-bieg-rower i analizujemy błędy. Rozmawiamy również o przyszłości Teamu – zasadach współpracy z trenerem lokalnym, planach, wyjazdach. Chłopcy dopytują co trzeba zrobić, żeby nie wypaść z Teamu.

Zauważają, że ten obóz to coś dla nich nowego. Dziś po zakładce trenażer + bieg, Jacek powiedział że to najcięższy trening w jego życiu. Po czym poszedł na basen i zrobił kolejny ciężki trening i dał radę. Rozmawiamy o roli marketingu w sporcie, mediów, opowiadam że będą oceniani na wielu płaszczyznach – psychika, rozwój, progres, motywacja, wyniki, wydolność w testach, ocena jakości współpracy i zaangażowania. Wyjaśniam, że to im musi najbardziej zależeć – aby dokładnie opisać trening, aby zrobić dodatkowe ćwiczenia, aby uzyskać niezbędny sprzęt. Pojawiają się pierwsze prośby o wsparcie przez Team – dofinansowanie zajęć na siłowni w Rumi, opłacenie dodatkowych godzin na pływalni.

Rozmowę kończymy krótkim rozciąganiem, na którym Kacper prawie zasypia na podłodze

ZBIGNIEW ŁASICA