OBÓZ W NYMBURKU – DZIEŃ 2

Drugi dzień obozu. Zawodnicy zmęczeni podróżą i zrealizowanymi treningami, ale gotowi i chętni do działania. Rozpoczęliśmy pobudką o 7 rano, po 30 minutach punktualnie byliśmy na śniadaniu. Po zjedzeniu, wracając do pokoju, zmęczony Kamil powiedział że właśnie upadł jego mit o obozach sportowych. Nowością okazał się niego aż tak napięty grafik pobytu i treningów, a w szczególności wczorajszy dzień, gdzie po 2 godzinach od wjechania na teren ośrodka zaczynał już drugi trening, a plan kolejnego dnia rozpisany był co do minuty, zaczynając od 7 rano.

Po śniadaniu mieliśmy 30 minut na chwilę odpoczynku i przygotowanie na trening. O 9:00 spotkaliśmy się na recepcji, gdzie Jan zrobił z chłopakami kilka ćwiczeń core stability. Co ciekawe, to co Jan robi technicznie i pewnie, chłopaki robią trzęsąc się i skracając czas powtórzeń. Jeszcze przed nami dużo pracy.
Następnie 600 m jogging na stadion, solidna rozgrzewka i główne zadanie – 5 serii po 2 km każda – zaczynając od spokojnego tempa, każda kolejna seria 20 sek. szybciej na kilometr, przy czym ostatnia seria już na max. W międzyczasie pomiar mleczanów i tętna. Po zadaniu 15 minut rozbiegania i potężna seria ćwiczeń core stability i rozciągania – z dodatkową dawką tylko dla naszych chłopaków.

Co ciekawe, w szczególności w czasie biegu widać różnicę w sile mięśni szkieletowych. Czescy zawodnicy są sztywni, wyprostowani, ich mięśnie trzymają tułów bardzo stabilnie. Kamil, Jacek i Kacper biegnąc bujają się na boki, widać brak stabilności – a to oznacza niepotrzebną utratę sił.
Po zadaniach z core stability, powrót 600 m do ośrodka na 15 minut spinningu. Następnie powrót na 15 minut do pokoi i o 11:30 meldujemy się na obiedzie. Lekki kurczak z ryżem, bo za godzinę zaczynamy basen.
Wracamy do pokoi, chłopaki po drodze nie wierzą, że już za moment kolejny trening. Kamil wchodzi do pokoju i pada na łóżko.
12:30 zaczynamy basen – 60 min ćwiczeń średniej intensywności, następnie spotkanie z Janem i omówienie wczorajszych testów rowerowych plus trochę teorii kolarskiej.
O 15:15 spotykamy się na recepcji – zaczyna się ostatni trening na dziś – 2 godziny roweru o średniej intensywności. Grupa wyjeżdża, pogoda dopisuje – pełne słońce, ok. 10 stopni. Ja wykonuję kolejny kurs do supermarketu – kolejne 20 litrów wody, batony, dodatkowe jedzenie, potem poszukiwanie baterii do licznika rowerowego i powrót do ośrodka.
W międzyczasie chłopaki kończą trening, na 18:45 idziemy na kolację. Widać zmęczenie, ale humory dalej dopisują. Po kolacji spotykamy się z Janem – omawiamy dzisiejsze testy biegowe i zaczynamy rozmowę o planach na sezon.
Jan z zaskoczeniem analizuje plany startowe naszych zawodników (Team A i Team B). Niektórzy mają zaplanowane zbyt wiele startów (cały sezon zawody co tydzień), niektórzy nie mają zaplanowanego ani jednego startu zagranicznego. Jan w prosty sposób opisuje plan zbierania doświadczeń i punktów do Igrzysk:
2020 – Igrzyska Olimpijskie
2018-2020 – punktowanie na Pucharach Świata, Seriach MŚ
2017 – zbieranie punktów na PŚ i PE, aby w 2018 być na listach startowych imprez wyższych rangą
2016 – zbieranie koniecznego doświadczenia międzynarodowego, czas na naukę, korektę błędów

Jan podkreśla, że w zasadzie nie startując za granicą w tym roku, niemal pozbawiamy chłopaków szans na czasowe wyrobienie się z zebraniem odpowiedniego doświadczenia przed Igrzyskami.

Ustalamy, że zaplanujemy w czasie pobytu dokładnie sezon, przejrzymy jakie są odpowiednie Puchary Europy, jak uwzględnić starty w Mistrzostwach Polski i Pucharach Polski. Rozmawiamy również o Akademickich MŚ, które odbędą się w sierpniu w szwajcarskim Nyonie. Decydujemy się zorientować w sytuacji i postarać się zorganizować wyjazd również na te zawody.

Jan opowiada również o planach obozowych – cały lipiec Livigno. Niestety 17 lipca są Mistrzostwa Polski w Gdańsku, co komplikuje pobyt na obozie, ale znajdujemy z Janem dwa sensowne rozwiązania.

Rozmowa z planowych 15 minut zajmuje 1,5 godziny – chłopcy sprawiają wrażenie, że to wszystko do nich zaczyna naprawdę docierać. Że Tokio jest raptem za 4 lata. Że trzeba się zdecydować na coś w życiu. Zaczynają rozumieć ogrom pracy, którą muszą wykonywać i którą już mają do nadrobienia w porównaniu z zagranicznymi zawodnikami.

Jan pyta Kacpra i Jacka, ile kilometrów biegają tygodniowo. Odpowiadają że ok. 50, czasem 60. Jan stwierdza, że takie dystanse sam biegał… jak miał 15 lat. Że teraz powinni biegać min. 80 km tygodniowo i podaje za przykład braci Brownlee, biegających ok. 140 km tygodniowo. Podkreśla, że przecież m.in. z nimi chłopcy będą rywalizować. Z nimi chcą rywalizować na zawodach już 2-3 lata – a biegają niemal 1/3 tego, co najlepsi na świecie.

Podsumowując – kolejny obciążający dzień. Mamy bardzo dużo do zrobienia. Nasz Team to jest początek. Kluczem będzie wdrożenie systemów i metodyki zachodniej wśród trenerów lokalnych naszych zawodników. Przybliżenie zachodu. Nauczenie wszystkich profesjonalizmu. Zrozumienie, że priorytetem muszą starty zagraniczne, obycie z briefingami, strategią, walką, zbieranie doświadczeń.

ZBIGNIEW ŁASICA